JAK SZUKAĆ PRACY PO GP?

Jak to jest z tą pracą po gospodarce przestrzennej? Jest, czy nie ma? To zależy kto odpowiada. Zależy kto i z jaką motywacją podchodzi do szukania pracy. Nie ma przesady w myśli klasyka “kto szuka, ten znajdzie”.

O tym, że trzeba w pierwszej kolejności spojrzeć zupełnie inaczej i dużo szerzej na naszą przyszłość pisałam ostatnio. Dzisiaj będzie długo, ale mądrze. Trzymam kciuki do dotrwania do końca, bo warto.

A o tym, gdzie szukać swojego miejsca i o tym, które miejsca mogą być tak naprawdę dla nas napiszę całkiem niedługo, w kilku artykułach. Teraz, na początek, zajmijmy się kilkoma uniwersalnymi METODAMI poszukiwania pracy.

Oczywistością jest to, że gospodarka przestrzenna jest interdyscyplinarna i daje na dobrą sprawę nieograniczone możliwości. A jak nieograniczone możliwości to i wybór nagle się robi duży. Często za duży. Tak duży, że przytłacza i kończy się na stwierdzeniu, że jednak pracy nie ma.

Zanim jednak to. Jest rzecz, którą powinieneś zrobić zanim zaczniesz szukać pracy. Poświęć na nią na poważnie dłuższą chwilę – twoje CV. To ma być twoja wizytówka. Zrób ją na wysokim poziomie. Pamiętaj, że to ono zrobi na twoim przyszłym pracodawcy pierwsze wrażenie. Niech to nie będzie świstek, napisany nudną domyślną czcionką, ze spisanymi rzeczami, które wcale nie są potrzebne na stanowisko, o które się starasz. Przejrzyj chociażby grafiki w google, wystukując hasło “nowoczesne CV”, czy idąc po bandzie, wpisz hasło po angielsku. Zobacz jak dzisiaj prezentują się kandydaci na stanowiska. Estetycznie i profesjonalnie.

Wróćmy do sedna. W toku własnych doświadczeń, doświadczeń moich kolegów i koleżanek, a także znajomych, zupełnie obcych mi ludzi i ich wskazówek, wyszczególniłam następujące sposoby na poszukiwanie pracy po GP:

BIP-y

To pierwsza, najbardziej formalna i jednocześnie najtrudniejsza moim zdaniem forma szukania pracy. BIP-y (mam nadzieję, że każdy student, a już na pewno absolwent GP, wie, że mam na myśli tu Biuletyny Informacji Publicznej, które musi mieć każda instytucja publiczna, i na której powinny być umieszczane wszystkie informacje i aktualności o funkcjonowaniu jednostki) są niejako gminnymi słupami ogłoszeniowymi online. To właśnie na BIP-ach są dostępne między innymi informacje o aktualnych naborach na stanowiska urzędnicze, wraz ze szczegółowym opisem stanowiska pracy, wymagań, terminów i niezbędnych dokumentów do złożenia swojego zgłoszenia. Najczęściej wśród wymagań wymieniane są obywatelstwo polskie, niekaralność, wykształcenie wyższe, wykształcenie kierunkowe, doświadczenie (w zależności od stanowiska, ale często mowa jest o około 2 latach doświadczenia) i dodatkowe wymagania. Spełnienie pierwszych wymagań bywa proste. Po złożeniu wniosku o uczestnictwo w postępowaniu rekrutacyjnym, następnie zostaniemy zaproszeni na kolejny etap, czyli test z wiedzy prawnej (obowiązkowo ustawa o samorządzie gminnym, a w zależności od tego do jakiego wydziału aplikujemy, także ustawy obowiązujące w ramach obowiązków tam wykonywanych, np. o zagospodarowaniu przestrzennym, nieruchomościach, prawo budowlane, itp.). Najlepsi po tym etapie zaproszeni są do kolejnego kroku, czyli rozmowy kwalifikacyjnej, która odbywa się najczęściej przed kilkuosobową komisją.

Nie zdziwcie się, jeśli etapy będą inne lub będzie ich więcej lub mniej. Nie ma konkretnego schematu postępowania, więc każda instytucja może przeprowadzić je na swój sposób.

Dlaczego ta forma jest najtrudniejsza? Ofert jest mało, jak już się jakaś trafi, to kandydatów bywa dużo, kontrowersji bywa jeszcze więcej i mimo długiego i bardzo formalnego postępowania, zwłaszcza w mniejszych gminach pojawia się bardzo wiele niesprawiedliwych decyzji wynikających niekoniecznie z przygotowania merytorycznego w procesie rekrutacji, a na przykład ze względu na prywatne przesłanki. Nie wnikam. Zakładam, że wszystkie nabory są prowadzone zgodnie ze sztuką.

Wieść niesie

Tę metodę wiązać należy ze wszelkiego rodzaju “poleceniami”, “znajomościami” i tego typu sytuacjami. Mimo, że w naszej rzeczywistości praca “po znajomości” nie kojarzy się najlepiej, to jest często praktykowana. Są sytuacje, w których się sprawdza, a są też takie, gdzie nie powinna nigdy występować. Nie powinna się zdarzać w naborach na stanowiska w sektorze publicznym, bo nie dość, że to nieetyczne, to często jest także niezgodne z prawem. Natomiast w przypadku sektorów nieuwarunkowanych prawnie, taka metoda wydaje się być już całkiem wskazana. Nie ma to jak polecenie komuś, kto może nam dać pracę, przez kogoś innego, kto nas zna, ufa, wie co potrafimy i jeszcze za nas zaświadczy. Jest jednak ryzyko w tej metodzie i to całkiem duże. Najgorzej jest zawieść zaufanie. Bądź profesjonalny wobec swojego pracodawcy, tak samo jak w stosunku do osoby polecającej. Jeśli ktoś poświadczył, że jesteś dobrym kandydatem, to po prostu musisz nim być. Nie ma nic gorszego niż zawiedzenie oczekiwań. Starając się więc o pracę tym sposobem, bądź za siebie odpowiedzialny. Tu chodzi o twoje dobre imię. Nie pozwól, żeby “znajomość” była silniejsza, niż twoje kompetencje.

Sieci

Jeśli nie masz znajomych, którzy mogą cię komuś polecić, to nic nie szkodzi. Dzisiejsze realia pozwalają na znalezienie sobie nowych. Wszystko dzięki sieciom branżowym. Pamiętając o tym, że są obecnie dwa światy – ten rzeczywisty i wirtualny – to i tu i tu warto budować swoją własną sieć kontaktów branżowych. Jeśli chodzi o świat wirtualny, to twoim zawodowym Facebookiem powinien się stać LinkedIn. To najbardziej znany, ogólnoświatowy portal społecznościowy stawiający właśnie na budowanie sieci kontaktów zawodowych. Funkcjonowanie na tym portalu może w pierwszym okresie być trochę nienaturalne, bo warto zapraszać do sieci osoby niekoniecznie, które znasz, a właśnie nieznajomych, ale zajmujących się interesującymi dla ciebie rzeczami lub pracujący w firmach i instytucjach, w których chciałbyś pracować lub z którymi chciałbyś współpracować. Załóż profil, najlepiej dwujęzyczny, albo w pełni po angielsku. Dołączaj do grup dyskusyjnych, dziel się mądrym kontentem, lajkuj i szeruj materiały innych. Miej oko na oferty pracy – portal spełnia też funkcję tablicy ogłoszeń. Jeśli przeraża cię wizja globalnego portalu, możesz spróbować swoich sił także na naszym krajowym podwórku, na portalu GoldenLine.

Jeśli chodzi natomiast o świat rzeczywisty, nie ma lepszych miejsc na budowanie sieci, jak konferencje i spotkania branżowe. Ludzie przyjeżdżają na konferencje nie zawsze po to, żeby uczestniczyć w panelach, a właśnie po to, żeby poznać kogoś konkretnego. A już bardzo często tak się dzieje na wydarzeniach, na których wiadomo, że “będą wszyscy” (np. Europejski Kongres Gospodarczy, Kongres Regionów, Impact). Wydarzeń tego typu w kalendarzu jest masa. Moje osobiste “must be” to także Forum Praktyków Partycypacji i reSITE. Jeśli chcesz sieciować się na takich wydarzeniach, to warto być trochę “korpo” i wiedzieć przynajmniej co to jest “networking” i “small talk”. Wizytówki, follow-upy, kawki i lunche – to ten klimat. Takie miejsca to też świat najbardziej uznanych ekspertów i celebrytów branżowych.

Na tego typu sposoby na poszukiwanie pracy postaw jeśli chcesz dołączyć do prywatnych firm i korporacji. Warto mieć się czym pochwalić. Opowiadać dobrze o swoich doświadczeniach, projektach, w których brałeś udział, zainteresowaniach, które mogą być spójne z tym co robi twój rozmówca. To trochę jak randkowanie – musisz pokazać się z jak najlepszej strony i przekonać drugą stronę, że warto być twoim znajomkiem.

“Truteń”

To metoda, która mnie i moich słuchaczy/czytaczy cieszy najbardziej. Chodzi głównie o to, żeby komuś utruć życie (ale w pozytywnym sensie). Jak? Wyobraźmy sobie, że chcesz gdzieś pracować, a nie ma akurat wolnych stanowisk. Przychodzisz jednego dnia, z CV w ręku, przedstawiasz się, wręczasz CV, opowiadasz parę słów o sobie, a także o tym jak bardzo chciałbyś tu pracować. Po czym wychodzisz. Wracasz jutro i mówisz: “dzień dobry! To znowu ja! Chciałbym się zapytać czy przeglądali Państwo moje CV? Jest nieźle, co? Tak bardzo podoba mi się to, co robicie, że nie mogę sobie wyobrazić, żebym nie był częścią Państwa zespołu!”. Po czym wracasz znowu. I znowu. I są dwa wyjścia – albo szef zadzwoni po bagiety i będziesz miał dożywotni zakaz zbliżania się do tego miejsca, albo po prostu dla świętego spokoju cię zatrudni. Gra warta świeczki. Inną, bardziej lajtową odmianę tej strategii obrała kobieta, która bardzo chciała pracować w pewnej firmie. Przychodziła więc codziennie w okolice budynku i za pomocą popularnej aplikacji oznaczała się w tym miejscu z komentarzem, że bardzo chce tu pracować. Po pewnym czasie sami zaprosili ją na rozmowę.

Szef sam sobie

Jeśli od samego początku, albo na pewnym etapie swojego życia stwierdzisz, że nie chcesz się nikogo prosić i masz wystarczająco dużo zapału i odwagi do tego, żeby otworzyć własny biznes, to do dzieła! O tym, jak to zrobić jest masa porad w internecie i w innych miejscach, więc żeby nie przedłużać, to sobie daruję.

 

Niezależnie od tego, którą metodę wybierzesz, pamiętaj, że jest kilka uniwersalnych zasad i prawideł, o których warto pamiętać. Po pierwsze, nie ściemniaj. Nie dodawaj sobie skillów, bo to i tak zawsze wyjdzie w praniu. Bądź najpierw szczery sam ze sobą, pisząc CV, a potem z przyszłym pracodawcą. Niech wie, na co się pisze. Po drugie, jeśli naprawdę chcesz znaleźć pracę, trzeba włożyć w to sporo energii. Im bardziej się starasz, tym bardziej szanse na znalezienie tego, co chcesz rosną. Bardzo rzadko zadziała szczęście i koincydencja. Praca sama nie przyjdzie, musisz ją sobie wypracować. Po trzecie, nie rzucaj się na wszystkie sposoby od razu. Zastanów się co chcesz robić, do którego sektora uderzyć i w zależności od tego dobierz metodę. Nie bój się testować też zupełnie innych sposobów. Z pewnością jest wiele innych, niż te, które omówiłam. Śmiało testuj!

 

Trzymam kciuki za każdego z Was! Dawajcie znać w komentarzach, jak Wam idzie!

Dodaj komentarz

Scroll to top