O CO CHODZI Z IDEĄ SMART CITY?

Po sporej modzie na rewitalizację, czas na kolejną nowość dotyczącą miast. Wszyscy teraz chcą być smart. Zresztą, umówmy się, kto przyzna się do tego, że nie chce być lub nie jest inteligentny. Tak samo miasta.

Zastanówmy się zatem co jest wyróżnikiem “inteligencji” miast, co wpływa na to, że możemy lub nie możemy określać je jako smart.

Pierwszym wyróżnikiem jest bez wątpienia technologia. To pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi do głowy i to właśnie jedna z wielkich firm technologicznych wprowadziła pojęcie “smart city” do powszechnego obiegu. Skoro technologia, to w następnej kolejności niepojęte ilości danych, określane jako “big-data”. Coraz większe bazy, coraz bardziej skomplikowanych ciągów cyfr, z których coś wynika. I po trzecie, najważniejsze, człowiek, który tym wszystkim, steruje, zarządza, korzysta, analizuje, zbiera, modeluje i wyciąga z tego wnioski.

Rezultat, jaki mają zapewnić smart-rozwiązania, to podniesienie jakości życia mieszkańców poprzez zmianę dotychczasowych, tradycyjnych modeli dostarczania usług, na testowane i później wdrażanie nowe modele, mające usprawnić usługę pod kątem efektywności, opłacalności, racjonalności, wygody, itd.

W tym samym artykule znaleźć można trafny cytat z włodarzy miast obecnych na konferencji o smart city, którzy wolą, aby o tej idei mówić bardziej w kontekście “smart citizen” niż “smart city”. Przytulmy to do serca, bo oddaje to najzdrowsze podejście do inteligentnych miast. Żadne rozwiązanie technologiczne nie będzie użyteczne, w momencie, gdy mieszkańcy nie będą z niego korzystać w bardziej lub mniej zaawansowany sposób (oczywiście pełne smart to najbardziej zaawansowany sposób). A gadżety możemy kupić sobie sami.

Zaawansowanie użytkowników w idealnym scenariuszu ma być takie, że będą w stanie zbierać samodzielnie dane lub korzystać z otwartych baz danych (open data) do tworzenia własnych narzędzi i modeli zapewniania usług i wprowadzania ich do życia (w tym na warunkach komercyjnych).

Smart rozwiązania są natomiast kompilowane w spójne i współzależne systemy. Wyobraźmy sobie chociażby system inteligentnego zarządzania ruchem w mieście, które jest w stanie sterować sygnalizacją, znakami na elektronicznych tablicach, ostrzegać użytkowników o zdarzeniach losowych, korkach, pomagać znaleźć miejsce parkingowe, pobrać płatność, poinformować o tym, że dzisiaj jakość środowiska jest tak super, że szybciej i zdrowiej będzie dla ciebie wybranie roweru z miejskiej wypożyczalni, którym pojedziesz zaplanowaną, optymalną dla ciebie trasą, a ty możesz jeszcze zgłosić, w którym miejscu trasy natrafiłeś awarię, żeby zarządca mógł szybko wysłać ekipę techników. To system, który zbiera dane, modeluje, jest w stanie reagować w czasie rzeczywistym pozostając stale w kontakcie z użytkownikami, którzy mają wpływ na jego kształt. Brzmi dobrze.

Wiadomo, że droga do osiągnięcia takiego stanu będzie długa i wyboista, nie wymaga jedynie naszpikowaniem miasta w gadżety, ale wymaga przede wszystkim przyzwyczajenia i nauczenia mieszkańców do danych i mądrego (smart!) korzystania z nich. Tutaj znajdziecie przydatną macierz, która mówi o etapach wprowadzania idei smart w różnych kategoriach funkcjonowania miasta.

Co za wizje! Wiecie, że już niektóre światowe metropolie są na dość wysokim poziomie zaawansowania? Polskim miastom jeszcze wiele do nich brakuje, chociaż zaczynają się coraz częściej pojawiać  pojedyncze miasta, na szarych końcach niektórych rankingów.

Jak wam się to podoba? Jest szansa na to, żeby w perspektywie kilkunastu/kilkudziesięciu lat nasze miasta były smart?

Dodaj komentarz

Scroll to top